Nie jest to książka, na którą czekałam. Dowiedziałam się o niej zupełnie przypadkiem i od razu mnie zaciekawiła. Nie tyle może zarys fabuły wydał mi się interesujący, co informacja, że książka zawiera ilustracje japońskiej artystki Yukari Fukudome. A ja lubię ilustracje i przyznać muszę, że ta okładkowa, nieco jakby od niechcenia wykonana, mnie przekonała. I ciekawie zapisany tytuł Mr. ふぐ, czyli Mr. Fugu.
"Pamięta, że największe wrażenie zrobiło na niej samo metro, za każdym razem, kiedy nim jechała, wszyscy ludzie w wagonikach wydawali jej się jacyś tacy martwi i zupełnie nie z tego świata. Jakby nieobecni, śpiący, sprawiający wrażenie, jakby ich nic nie interesowało bardziej niż telefon komórkowy, który zawzięcie trzymali w dłoniach i przeglądali wiadomości".
Historia przekonała mnie już dużo mniej. Nie chodzi nawet o to, że Japonii nie ma w tej książce zbyt wiele, bo Kraj Kwitnącej Wiśni nie jest tematem przewodnim, a opowieść tragicznej miłości mogłaby dziać się gdziekolwiek na świecie. Bohaterowie mnie po prostu nie chwycili za serce. Ani oni, ani ich historia. W każdym niemal opisie Mr. Fugu podaje się informację, iż autorka zafascynowana jest japońskim teatrem, więc myślałam, że będzie to jakoś w książce można odczuć. Mnie się to jednak nie udało. Ale znawcą teatru nie jestem, więc mogę się mylić.
Niestety, również ilustracje wewnątrz książki nie podobały mi się zbytnio. Prosta okładka zmyliła mnie, bo spodziewałam się podobnego stylu w całej książce, a tymczasem ilustracje były bardzo kolorowe i nie przypadły mi do gustu. Poza tym nie pasowały my do końca do bądź co bądź tragicznej historii głównych bohaterów.
Mimo że emocji Mr. Fugu ma co niemiara, ja czytałam tę książkę z obojętnością. Nie wciągnęły mnie rozterki bohaterów, a jedynie nieco znużyły. Książkę czyta się łatwo i szybko, w dwóch miejscach jednak był mały zgrzyt, bo zdania "Pamiętał go aż nazbyt dobrze... takiego głosu nie idzie po prostu zapomnieć." (s.42) oraz "Przecież tak nie szło żyć..." (s.63), wydały mi się zbyt potoczne i raziły na tle całości. To książka nie dla mnie. Trochę szkoda.
Więcej informacji na stronie wydawnictwa oraz tutaj w rozmowie z autorką.
(Cyt. za: Joanna Shigenobu, Mr. Fugu, Warszawa 2014, s. 87.)











































