sobota, 15 sierpnia 2009

madonna-san



Byłam, słyszałam, widziałam (głównie na telebimach...), ale się nie zachwyciłam. Świetnie, że dana mi była możliwość zobaczenia i usłyszenia Madonny live. Show było niezłe, trzeba to przyznać. Niektórym osobom jednak nie do końca podobała się chyba forma koncertu - nawet stare hity brzmiały klubowo. Oprawa koncertu cukierkowa i przypominająca echem lata '80. Podobało mi się, a że mogło być lepiej... :)


Były nawet japońskie akcenty - dwóch skośnookich tancerzy w japońskich chyba (sic!) strojach oraz znaki kana pojawiające się na ekranach. Madonna mile mnie zaskoczyła swoim śpiewaniem, a już pełen szacunek za dwie godziny skakania, czasami dosłownie :), po scenie. Było i "Vogue", i "Miles Away". Niesamowicie było tam być. Warto.

I jeszcze trochę Japonii u Madonny. :)





(fot. Pierre and Gilles; http://www.denoirmont.com/artiste.php?id=14)

3 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Słyszałem że pewna Dziewczyna godzinę nóżkami wracała z koncertu...

    OdpowiedzUsuń