piątek, 1 lutego 2013
Amigurumi, czyli szydełkowanie może być kawaii
Każdy dzień przynosi coś nowego. :) Tym, razem przypadkiem trafiłam na coś, co się po japońsku nazywa amigurumi (編みぐるみ). Dosłownie można to słowo przełumaczyć jako "wydziergana wypchana zabawka" (lub coś w tym stylu). I oto zagadka rozwiązana - to po prostu robione na drutach, szydełkiem, dziergane maskotki, lalki etc. znane i u nas. Jednak nie każda zabawka jest amigurumi, ponieważ te muszą wyróżniać sie kilkoma cechami, jak duża głowa i ogromne oczy. Takie nadawanie specjalnego kształtu określane jest jako chibi (ちび).
Okazuje się, że w Japonii i to już jest trendem. I to do tego bardzo kawaii trendem. :) Szał na takie zabawki zaczął sie w 2003 roku i trwa do dziś. Nic dziwnego, że istnieje nawet stowarzyszenie skupiające miłośników amigurumi. Najczęściej są to zwierzaki, np. misie, króliczki, oraz zantropomorfizowane owoce, warzywa, babeczki, przedmioty codziennego użytku, ale zdarzają się nawet postacie ze znanych mang i anime. Najważniejsze, aby były kawaii. W sieci dostępnych jest mnóstwo wzorów oraz filmików instruktażowych, np. tutaj. Warto zaznaczyć, że amigurumi tworzone są, aby je kolekcjonować, a nie są przeznaczane do zabawy.
Więcej o amigurumi można przeczytać między innymi tutaj. :)
(Zdjęcie stąd.)
wtorek, 29 stycznia 2013
Konapun.
"learn about konapun. buy konapun. be happy."
Konapun (こなぷん) to tworzenie sztucznego jedzenia, ale nie na potrzeby np. restauracji (o takim fake food pisałam tutaj), ale na potrzeby domowe, czyli dla zabawy. :) Nazwa wywodzi się od japońskiego słowa kona (粉), czyli "proszek". Pierwsze tego typu zabawki pojawiły się w Japonii już ponad 20 lat temu.
Generalnie zabawa polega na mieszaniu specjalnego proszku (alginian sodu) z wodą. Powstaje coś w rodzaju pasty/masy, z której można formować kulinarne zabaweczki. Można kupić całe zestawy do tworzenia takiego jedzenia - od miniaturowych hamburgerów po pełne wyposażenie do "gotowania" np. takoyaki. A wszystko wygląda bardzo realistycznie. Sztuczny olej nawet wrze i pryska bąbelkami. :) Jedyny minus to taki, że "konapunowego" jedzenia nie można zjeść. :)
Więcej informacji między innymi tutaj. :)
niedziela, 27 stycznia 2013
Samuraje
Nie ma to, jak iść do sklepu, żeby oglądać lodówki, a wyjść z książką. O samurajach. Asortyment marketów w naszym kraju nie przestaje mnie zadziwiać. :)
Sięgnęłam po tę książkę jedynie z zamiarem jej przejrzenia, a nie kupna - samuraje nigdy jakoś mnie aż tak nie fascynowali, abym kupowała książki na ten temat. Ale gdy tylko otworzyłam i zerknęłam na pierwsze strony, wiedziałam, że już tej książki nie odłożę na półkę. Jest to świetna publikacja dla osób nie tylko interesujących się samurajami, ale także japońskim strojem - a do tych się zaliczam. :) Na rozkładówkach mamy zdjęcie np. samuraja rozbójnika albo kobiety w letniej odzieży, a obok szczegółowy opis wraz z rysunkiem i oznaczeniem każdej części ubioru. A dlaczego w książce o samurajach pojawiają się stroje kobiece? Ponieważ książka poświęcona jest samurajom a także członkom ich klasy.
Wśród pięćdziesięciu opisanych strojów są tak interesujące jak np. samuraja chrześcijanina, mnicha-wojownika czy strażaka. Książka została napisana przez znawcę tematu, doktora Mitsuo Kure, który pracował także przy jednej z "holyłódzkich" produkcji o samurajach. Polecam!
Sięgnęłam po tę książkę jedynie z zamiarem jej przejrzenia, a nie kupna - samuraje nigdy jakoś mnie aż tak nie fascynowali, abym kupowała książki na ten temat. Ale gdy tylko otworzyłam i zerknęłam na pierwsze strony, wiedziałam, że już tej książki nie odłożę na półkę. Jest to świetna publikacja dla osób nie tylko interesujących się samurajami, ale także japońskim strojem - a do tych się zaliczam. :) Na rozkładówkach mamy zdjęcie np. samuraja rozbójnika albo kobiety w letniej odzieży, a obok szczegółowy opis wraz z rysunkiem i oznaczeniem każdej części ubioru. A dlaczego w książce o samurajach pojawiają się stroje kobiece? Ponieważ książka poświęcona jest samurajom a także członkom ich klasy.
Wśród pięćdziesięciu opisanych strojów są tak interesujące jak np. samuraja chrześcijanina, mnicha-wojownika czy strażaka. Książka została napisana przez znawcę tematu, doktora Mitsuo Kure, który pracował także przy jednej z "holyłódzkich" produkcji o samurajach. Polecam!
środa, 23 stycznia 2013
Trzy małpy
Wyobrażenie trzech małp (sanbiki no saru 三匹の猿, sanzaru 三猿) zakrywających kolejno swoje uszy, usta i oczy jest znane w wielu miejscach na świecie. Pamiętam jak lata temu będąc małą dziewczynką oglądałam takie figurki w tzw. sklepach indyjskich. Wyobrażenie tych małp ma wyrażać japońskie przysłowie: mizaru, kikazaru, iwazaru (見ざる、聞かざる、言わざる) czyli „nie widzę, nie słyszę, nie mówię” w domyśle nic złego. Co można także interpretować - ktoś, kto nie słyszy zła, nie mówi nic złego i zła nie widzi, ma się przed nim uchronić.
A skąd te małpy? Prawdopodobnie z gry słów: japoński czasownik negacji "zaru" brzmi podobnie jak "saru", czyli małpa. Sanbiki no saru często określa się również mianem "trzy mądre małpy". A czasami pojawia się i czwarta małpa uosabiająca nie czynienie zła (shizaru しざる) , która przedstawiana jest z opuszczonymi lub skrzyżowanymi łapami. Całą czwórkę można podejrzeć np. tutaj.
Chyba najsłynniejsze przedstawienie sanbiki no saru można zobaczyć w chramie Tōshō-gū w Nikkō. Na budynku niepozornej stajni widnieje szereg XVII-wiecznych rzeźb z małpami, które obrazować mają cykl życia. Każdej przypisany jest opis ze zdjęciem.
Najpopularniejsze są, oczywiście, Trzy Małpy, które są niemal cały czas fotografowane.
Małpy pełnią ważną rolę w japońskich wierzeniach, o których można poczytać tutaj, między innymi w rytuałach kōshin (庚申). Bardzo znane są wierzenia dotyczące Masaru (神猿), czyli "małpiego bóstwa" w shintō. Popularność małp, a szczególnie Trzech Małp, ma swoje odbicie również w sferze bardziej przyziemnej - oczywiście w Nikkō kupić można pamiątki, słodycze, zabawki, amulety z wizerunkami małp. Przeważnie tych trzech. :)
Omikuji, czyli wróżby
Czekoladowe ciasteczka mochi
Breloczki-amulety
Ema, czyli wotywna tabliczka
Amulet ochronny
Więcej o trzech małpach dowiedzieć się można między innymi tutaj i tutaj. Polecam!
sobota, 19 stycznia 2013
Pięknie nie jest.
I znowu znalazłam kilka perełek, na których widać brzydką Japonię. Jest to, oczywiście, pojęcie umowne, bo dla mnie i takie obrazki mają swój urok. O czym już nie raz wspominałam. Żałuję, że chwilami zabrakło mi śmiałości, a czasami czasu lub odpowiedniej chwili, i nie uwieczniłam takich smaczków jak różowej futerkowej toalety w jednej z knajp w porcie Hiroshima. Kiczu, plastiku i tandety jest w Japonii sporo. Ale gdzie ich nie ma? :)
Pełne bibelotów powitanie w hoteliku, który krył jeszcze więcej fikuśnych "zbieraczy kurzu", Hiroshima
Budynek mieszkalny, Enoshima
Obcy atakują, Miyajima
Sklepik przy skale, Nikkō
Wejście do restauracji, Yokohama
Subskrybuj:
Posty (Atom)













