poniedziałek, 1 lutego 2016

Wazuka vol. 3, the People


Trzecią część moich małych rozważań wspominkowych o herbacianym wolontariacie chcę poświęcić ludziom. Poza poznanymi wolontariuszami z różnych stron świata, o których wspominałam tutaj, oraz Yasu-sanem, twórcą całego zamieszania :), muszę napomknąć przynajmniej o kilku osobach, które miałam szczęście poznać w Wazuce i które odgrywały główne role podczas mojego pobytu tam - pomagały, pozwalały poznać siebie i swoje życie oraz sprawiły, że Wazuka na zawsze pozostanie w mojej pamięci.


Często były to przypadkowe, jednorazowe i chwilowe spotkania. Starszy pan, który poczęstował nas kaki, babcie z łaźni, których śmiech zawsze już będę pamiętać, czy Ricky, rezolutny dziesięciolatek, z którym miałam lekcję angielskiego. A na co dzień miałam wokół siebie grupkę osób, z którymi świetnie mi się pracowało i spędzało czas.


Osamu-san (zielona koszulka) oraz Ryō-san, czyli szefu i pomocnik szefa. Ich historia jest zaskakująca, szczególnie dla mieszkańców Wazuki, którym nie do końca mieści się w głowie, ze ktoś chciał porzucić wielkomiejskie życie i zostać farmerem. Otóż Osamu-san urodził się w Osace, ale 10 lat temu postanowił przyjechać do Wazuki i zająć się herbatą. Obecnie ma ponad 30 pól, prowadzi firmę Wachaen oraz propaguje działalność wolontariacką. Z kolei Ryō-san to były pracownik koncernu Mitsubishii, który jakieś 2-3 lata temu zostawił Tokio i karierę, aby stać się herbacianym specjalistą. Dzięki nim wiele sie dowiedziałam o herbacie, także od kuchni. :)


Moje dwie koleżanki wolontariuszki. Arina, Rosjanka i miłośniczka kanji, która była maskotką Wazuki jako jedyna blondynka oraz Tram z Wietnamu, nasz domowy DJ i autorytet kulinarny. Razem pracowałyśmy, prowadziłyśmy dom, śmiałyśmy się, uciekałyśmy przed robalami i japońskimi duchami oraz robiłyśmy sobie selfie na polach herbacianych (i nie tylko) ku uciesze Osamu-sana.

Selfie #1564


Giulie w krzakach herbaty, Włoszka,  która postanowiła przyjechać do Wazuki po raz drugi i z którą eksplorowałam zapomniane zakątki Wazuki i pracowałam. Na drugim zdjęciu Miwa-san i jej mąż, świetne małżeństwo opiekujące się wolontariuszami, które zajmuje się uprawą najpyszniejszego ryżu na świecie.

Tata i córka prowadzący Yamajin Cafe, miejsce              Małżeństwo Ikuko i Michaela, którzy
przecudne, do którego zaglądałam wiele razy                  stworzyli Blodge Lodge, pierwszy w
na pyszności matcha, po świetne wi-fi oraz                    Wazuka guesthouse. Cudna rodzinka,
pogawędki łamaną japońszczyzną.                                 którą mam nadzieję kiedyś odwiedzić.


Miya-san, miejscowy fotoreporter, bloger i                   Imienia tego pana nie pamięta, ale pojawiał
rzeźbiarz. Miałam okazję rozmawiać z nim                   się wszędzie wraz ze swoim psim              
niestety tylko raz. Polecam zajrzeć na bloga.                towarzyszem. :)               



Hasło "For you people" nie pojawiło się na początku tego posta bez powodu. Osamu-san zwykł tak często do nas mówić swoim tajskim angielskim, jak sam to określał. Jak już wspomniałam podczas czasu spędzonego w Wazuce napotkałam na swej drodze wiele różnych osób. Również dzięki nim będę ten czas wspominać z sentymentem i radością. I na pewno także dla tych ludzi kiedyś do Wazuki wrócę.

c.d.n.

sobota, 23 stycznia 2016

Think Tank, czyli trochę japońskich obrazków


W ramach obecnej edycji Międzynarodowego Festiwalu Rysunku Współczesnego Think Tank lab Triennale jeszcze do 31 stycznia można oglądać ciekawe prace artystów nie tylko z Polski, ale jest również sporo japonskich nazwisk. Razem z K. z Japonia pełną chochla postanowiłyśmy dzisiaj z rana zrobić sobie mały tour i przyjrzeć się z bliska niektórym artystom. Zawitałyśmy do dwóch miejsc. 


Na pierwszy ogień nomen omen galeria BOSA oraz projekt japońskiego artysty tworzącego pod pseudonimem Mitsutoshi Burn (artysta mówi również o sobie Drawing Man czy też Drawing Monster). Zajmuje się głownie rysunkiem oraz graffiti i to z tymi dwoma formami związany jest jego pierwszy pobyt w Polsce. Artysta tworzy praktycznie bez przygotowania, a za materiał służy mu dosłownie wszystko - kartki, gazety, papierowe kubki, śmieci, deski, ściany.



Miałyśmy szczęście, że artysta był akurat w galerii. Szczęście, bo projekt polega na tworzeniu nocną porą (na żywo można ją podglądać w internecie, a gotowe filmiki podejrzeć tutaj), więc pewne byłyśmy, że Mitsutoshi Burn w sobotnie przedpołudnie będzie raczej smacznie spał niż zajadał lunch w otoczeniu swoich prac. :) Bardzo miły człowiek, którego podpytałam trochę o przedstawione prace. Okazuje się, ze nie ma z góry założonej koncepcji - wszystko tworzy się na bieżąco, bez planu. Olbrzymie graffiti robi wrażenie, dziwne to jednak uczucie dreptać po dziele sztuki. :)



Poza tworzącym się graffiti można oglądać setki innych rysunków artysty, które splatają dwie historie jego życie - pożar pracowni oraz tajemnicza kobieta, którą Mitsutoshi Burn przedstawia w dziesiątkach odsłon, zawsze z pustymi oczami. 





W ramach projektu KEN&COMPANY powstały różne gadżety, które poza pracami można w galerii zakupić. Więcej informacji na stronie galerii i wydarzeniu na FB. Bardzo polecam!


Następnie udałyśmy się do Muzeum Architektury, na wystawę Two Sticks, na której prezentowane są prace 9 polskich i 9 japońskich artystów. To spotkanie Wschodu i Zachodu na gruncie rysunku - symetrii i różnic w postrzeganiu tej formy wyrazu przez różne kultury. Nie wszystkie prace równo do mnie przemówiły, ale na pewno wszystkie były godne uwagi, a każdy artysta zaprezentował swoje podejście do rysunku.


Najbardziej podobała mi się praca Hikikomori Jakuba Woynarowskiego. Zaintrygowała mnie taka interpretacja tego słowa/zjawiska (chętnie sięgnę rownież po komiks, jeśli go tylko gdzieś znajdę) - zaskakujące przedstawienie tematu. Rozpad energii, materii, ludzkiej psychiki ograniczony przestrzenią obrazują kulki/kropki przybierające różne nietrwałe formy.





Na wystawie można zobaczyć również kilka prac Masanori Hanady. Kolorowe obrazy nie do końca przypadły mi do gustu - były jak dla mnie zbyt krzykliwe. Za to podobało mi się, że chyba artysta użył kredek świecowych do ich stworzenia. :)


Na jednej przestrzeni można zapoznać się z dwoma większymi przestrzennie pracami - Nic nadzwyczajnego Sadaharu Horio oraz Klonowanie cienia Takashiego Nariduki Masaya Chiby. Szczególnie druga instalacja wyglądała interesująco - temat i jego potraktowanie świetne, pomysł bardzo mi się podobał, ale jednak praca ta pozostawia pewne niepokojące odczucie.






To nie wszyscy artyści, których prace można oglądać we Wrocławiu. Polecam zajrzeć i sprawdzić samemu. :)

środa, 20 stycznia 2016

Matcha pankejksy


Zachciało mi się matcha na słodko. Naleśniki nie do końca mnie przekonywały, spróbowałam się z pankejksami. :) I w końcu dotarło do mnie, że muszę kupić foremki do tych specjałów, bo nigdy mi nie wychodzą tak pięknie, jak u innych. Więc mamy naleśniko-placko-pankejksowe słodkie danie. :)


Co potrzebujemy:

mąka (1/2 szklanki)
1 jajko
mleko (1/3 szklanki)
oliwa (2 łyżeczki)
proszek do pieczenia (1/5 łyżeczki)
średnie jabłko
matcha (1 łyżeczka)
syrop z agawy
cynamon

Co robimy:

Zerkałam na ten przepis, ale jak zwykle był on tylko inspiracją, bo. Nie dodałam cukru, ale za to słodkie starte jabłko - a pankejksy wyszły i tak jak dla mnie dużo za słodkie. Ominęłam również ekstrakt waniliowy i sól. Najpierw łączymy jajko, oliwę i mleko. Potem wsypujemy mąkę, proszek do pieczenia i matchę. A na koniec dodajemy starte jabłko i mieszamy. I z tak przygotowanego ciasta smażymy pankejksy. Na koniec można je obsypać cynamonem i oblać syropem z agawy. Pyszne i strasznie słodkie. :)