czwartek, 20 października 2011

Laurie Simmons and Love Dolls


Laurie Simmons w jednym ze swoich fotograficznych projektów postanowiła przyjrzeć się bliżej niecodziennemu raczej zjawisku jakim sa japońskie Love Dolls. To jeden z tych aspektów japońskiej (pop?) kultury, który może budzić kontrowersje, chociaż z moich obserwacji wynika, że częściej chyba jednak wzbudza zainteresowanie albo śmiech. Japońskie Love Dolls, czy "plastikowe panie do towarzystwa", które się kupuje, wypożycza, można z nimi nawet wziąć ślub, a na koniec wyprawić im pogrzeb.


Laurie Simmons pokazała Love Dolls w całkiem zwyczajnej oprawie, jednak fakt, że modelki są z plastiku, a ich przeznaczenie jest takie, a nie inne, sprawia, że całość wcale już taka zwykła nie jest. Mnie spodobały się zdjęcia Love Doll jako gejszy. Stylizację robiła Hiromi Asai, o której pisałam już na blogu jakiś czas temu.


A że w temacie, to jeszcze taka informacja - powstał także film Air Doll o lalce, która ożywa, odnajduje prawdziwą miłość, a następnie uchodzi z niej powietrze...




Cały fotograficzny projekt Laurie Simmons do obejrzenia tutaj. A dla zainteresownaych tematem kilka artykułów: tutaj, tutaj i tutaj.

wtorek, 18 października 2011

dangoooooooooooooo.


L. zrobił mi dziś niemałą niespodziankę. :) Wchodzę do domu, a tam dango! :) Krótko mówiąc kulki z mąki ryżowej w słodkawym sosie. Istnieje wiele rodzajów dango, na przykład botchan-dango (trójkolorowe). Mnie chyba jednak najbardziej smakuje takie "zwykłe" dango sprzedawane w każdym sklepie i na każdym niemal rogu za 105 jenów. :) Ostatnim razem będąc w Tokio miałam nawet swój ulubiony sklepik, gdzie każdego wieczora po dniu pełnym wrażeń kupowałam je od Kowalskiego-sana.

Już od jakiegoś czasu miałam ochotę spróbować domowych dango. Niektórzy znajomi również próbowali - jednym wyszło bardziej innym mniej, ale liczą się chęci. :) L. wyszło w miarę dobrze, jak na pierwszy raz. Sos sie trochę za bardzo skrystalizował (mirin jednak jest potrzebny, a nie jego substytut w postaci białego wina), poza tym w przepisie wyraźnie napisano, że tofu powinno byc jak najbardziej jedwabiste, a my mieliśmy tylko zwykłe. Więc wyszło, jak wyszło - dla mnie było zjadliwe i przypominało japoński smak. Nastepnym razem będzie lepiej. :)

A przepis zaczerpnięty z tej strony. Smacznego!

I jeszcze coś muzycznego w tym temacie. :)



"Hana yori dango!" (花より団子) :)

niedziela, 16 października 2011

Tu i teraz. Opowieści z Japonii


Jeszcze do 1 grudnia można w Muzuem Ziemi Kłodzkiej oglądać wystawę autorstwa Małgorzaty Olejniczak, właścicielki pensjonatu Terra Sudeta (do którego w końcu zamierzam kiedyś dotrzeć). Wszystkie eksponaty pochodzą z prywatnych zbiorów p.Olejniczak, która od lat zafascynowana jest Japonią i oraganizuje między innymi cykliczne spotkania Planeta Azja oraz przybliża Kraj Kwitnącej Wiśni swoim gościom oferując specjały kuchni japońskiej. Wystawa ma także służyć temu celowi - odkryć trochę przed nami ten tejemniczy świat. :)

Już na dziedzińcu Muzeum dostrzec można mały japoński akcent w postaci kamiennej latarenki. :)


Nastepnie możemy podejrzeć tradycjne japońskie wnętrza.

Kontemplować cztery pory roku.

Podziwiać przepiekne pasy obi

oraz ślubne kimona.


Przyjrzeć się bliżej tradycyjnemu obuwiu


oraz zajrzeć w świat gejsz (szkoda, że akurat peruka była w renowacji...).



Na koniec pozostaje świat ceremonii herbacianej, gdzie podziwiać można tradycyjne untensylia

oraz japońskie słodycze.

Więcej na stronie Muzeum. Polecam!

sobota, 15 października 2011

słowa #4

"Gdy mówię, że mija dwadzieścia sześć lat, odkąd zamieszkałam w Japonii, ludzie pytają, dlaczego wybrałam właśnie ten kraj. Sprawiły to pasja i potrzeba. W Japonii czuję się swobodnie, codziennie rano odczuwam radość na myśl o nowych odkryciach."

(Cyt. za: Dominique Loreau, Sztuka prostoty, Warszawa 2009, s.11.)

środa, 12 października 2011

plakaty w metrze

Od wielu już lat każdego roku w tokijskim metrze pojawiają się plakaty dotyczące swoistego savoir vivre'u oraz bezpieczeństwa, zagubionych parasolek, wypadków na torach itp. Każda taka kampania ma swoje hasło przewodnie, design i bohaterów. Temat ten poruszyła już jakiś czas temu M. z Matsumi. Mnie najbardziej wbiły się w pamięć plakaty z serii Do it at home. Mała próbka:




Temat plakatów w metrze poruszył także ostatnio autor bloga Pinktentacle.com, na który co jakiś czas zaglądam. Niemal za każdym razem się zachwycam. Nie wiem skąd autor wynajduje takie rzeczy jak te plakaty z metra traktujące między innymi o zasadach dobrego zachowania. Wiele z nich nawiązuje do kultury Zachodu. Poniżej kila przykładów, naprawdę vintage. :)

Clearly show your train pass (September 1976)


Three annoying train monsters (October 1982)

Coughing on the platform (January 1979)

When the bell chimes, it's too late (April 1977)

Shimatta (March 1977)

Nie wiem, czy na Japończykach takie plakaty robią wrażenie, ale wiele osób wydaje się je respektować. Zdarzało mi się widzieć malujące się w metrze nastolatki, ale nigdy nikt nie słuchał głośno muzyki czy opowiadał historię swojego życia tak, aby każdy, nawet ten, kto nie chce, musiał jej słuchać, jak to często bywa u nas... Generalnie mnie w tokijskim metrze udawało się złapać kilka chwil oddechu albo nawet się zdrzemnąć. Choć to już nie należy do dobrego tonu - patrz "śpiący potwór z metra". :)

I jeszcze kilka plakatów z tego roku. Nie mogłam się powstrzymać. :) Gdyby ktoś chciał podejrzeć plakaty także i z innych lat, zapraszam na tę stronę.