środa, 10 czerwca 2015

Yemsetu, czyli jem tu i będę wracać


Razem z M&K wybrałam się kilka dni temu do nowego sushi miejsca o wdzięcznej nazwie, która zachwyciła mnie od razu, czyli do Yemsetu. Mimo że susharnia znajduje się zdala od centrum, już na miejscu uroczy ryneczek z drzewami i starymi kamieniczkami wszystko wynagradza. Yemsetu mieści się w odrapanym różowawym budyneczku, co mnie akurat bardzo się spodobało - takie trochę japońskie wabi-sabi. :)


W środku przytulnie i schludnie, wnętrza nie rozpraszają i całe szczęście nie ma żadnych tanich japonskich dekoracji. Spodobały mi się kolory, fajny pomysł na pałeczki w podwieszonych pojemnikach przy stolikach oraz lampy. Obiecałam również nadmienić o świetnej tapecie w toalecie. Nie mówiąc o samym logo, które jest świetne - proste i na temat. :)



W karcie mnóstwo pyszności i mieliśmy okazję spróbować wielu różnych sushi wariacji. Ceny nie należą do najniższych, jednak np. pod hasłem łosoś kryje się każda możliwa wariacja, a gość może wybrać sobie czy ma być to łosoś surowy, pieczony czy w tempurze. Warto dodać, ze w karcie znajdują się nawet maki-wymyślaki, które można skomponować na swoją modłę. Cudowny pomysł, który mógłby być częściej realizowany i w innych miejscach. Wybraliśmy zestaw drugi (między innymi futomaki z krewetką w tempurze i uramaki z łososiem), a osobno zamówiliśmy również Szczepana. Dostało nam się także do spróbowania rolkę z kaczką - pikantna, smaczna, dla mnie jednak smak kaczki zdominował za bardzo całą rolkę. Mimo to polecam spróbować, bo takie sushi nieczęsto się zdarza.





Ryżoklejek i Ryżozlepek, jak pieszczotliwie mówią o sobie Klaudisz i Andrzej (vel Kierownik i Prezes), ugościli nas iście po królewsku. W pewnym momencie skusili nas nawet marynowaną przez siebie polędwicą, która wylądowała na rolce. Pierwszy raz miałam okazję jeść takie sushi i muszę przyznać, że coraz bardziej do mięsnego sushi się przekonuje - z polędwicą świetnie zgrał się zielony (chyba prażony) pieprz.

Tak, to tę polędwicę marynowaną zaraz Wam przyrządzimy. Na sushi. :)



Mieliśmy również okazję spróbować robionego w Yemsetu kimchi, które też nam smakowało. Było lekko pikantne, z dodatkiem warzyw, pyszne i ładnie podane.


I przyszedł czas na deser. Najpierw wylądowało przed nami maki z omletem, serkiem, owocami, miętą i słodkim sosem. Niebo w gębie! A potem było jeszcze lepiej - trzy rodzaje przepysznych lodów. Matcha, oczywiście (bardzo fajne, nie za słodkie), sezamowe z pastą tahini (świetne, kruche i słodkie) oraz sorbet cytrynowy ze świeżą miętą (idealny na upały).



A na koniec dostało mi się - domowe ciasteczka, które można zjeść w Yemsetu do kawy oraz paczuszkę matcha, którą już niedługo wypróbuję. :)


Podsumowując. Mam kilka swoich ulubionych sushi miejsc we Wrocławiu i Yemsetu właśnie dołączyło do listy. Wszystko nam smakowało, dosłownie, a najbardziej zachwycił nas Szczepan, rolka z polędwicą oraz lody. Warto wybrać się specjalnie do Yemsetu, bo zawsze znajdzie się tam coś świeżego i pysznego dla każdego. A poza tym świetna obsługa, jest zabawnie i bez zbędnego skrępowania i nadęcia, które czasami towarzyszy sushi miejscom. A Klaudisz i Andrzej mają świetne wyczucie smaku i mnóstwo pomysłów, za które trzymam kciuki. Będę wracać.

Yemsetam! :)

4 komentarze:

  1. Dopełnię formalności:
    wspomniana suszarnia mieści się na placu Marszałka Józefa Piłsudskiego 5.

    Dzięki za cynk!

    OdpowiedzUsuń