Pokazywanie postów oznaczonych etykietą j-dorama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą j-dorama. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 grudnia 2017

Samurai Gourmet, aż chce się jeść!


Kiedy 60-letni Takeshi Kasumi przechodzi na emeryturę, o której zresztą zupełnie zapomniał, zaczyna nowy rozdział w swoim życiu pełen kulinarnych doznań. Postanawia spędzać swój wolny czas na odwiedzaniu różnych restauracji i ... jedzeniu. Jako salaryman nie miał nigdy czasu na spożywanie posiłków w skupieniu i delektowaniu się ich smakiem. Teraz postanawia to zmienić i całkowicie oddaje się swojej nowej pasji.


Samurai Gourmet to druga kulinarna seria Netflixa, którą obejrzałam - pierwszą była Midnight Dinner. Podobało mi się, bo Japonia, bo jedzenie, które uwielbiam, a po każdym odcinku takie moje własne coś natsukashii. :) Akcja dzieje się nieco leniwie, sposób opowiadania jest stonowany i zilustrowany tandetną japońską muzyką. Całość jednak jest miła dla oka aż ślinka leci. :) Trudno było nie polubić głównego bohatera, nieco niezdarnego w pierwszych chwilach wolności od codziennej pracy. Takeshi-san szybko jednak przyzwyczaja się do nowej sytuacji i korzysta z niej na całego wypełniając sobie czas smakowaniem rozmaitych dań i poznawaniem nowych kulinarnych miejsc.


A gdzie w tym wszystkim samuraj? Okazuje się, że to głos wewnętrzny Takeshiego, który zachęca go do podejmowania kroków, na które sam kiedyś by się nie doważył, np. zamówienie i wypicie piwa w środku dnia czy wybranie się na samotną wycieczkę nad morze. Samurajskie alter ego bohatera jest nieco nieokrzesane, krnąbrne i wymykające się społecznym konwenansom. Dzięki niemu Takeshi poznaje również lepiej samego siebie. 


W Japonii tematyka jedzenia, gotowania etc. jest bardzo popularna. Powstają mangi, animacje i seriale. Z tej samej półki mogę polecić także Samotnego smakosza (chociaż tytuł nie bardzo chyba zachęca). Serial Samurai Gourmet z kolei bazuje na mandze Nobushi no Gourmet, której autorem jest Masayuki Kusumi. Pierwsze odcinki postały w 2013 roku i seria nadal jest kontynuowana. Podobno również Samurai Gourmet ma mieć swoją kontynuację. Czekam! 

niedziela, 2 kwietnia 2017

Midnight Dinner: Tokyo Stories


Lubię filmy, w których dużą role odgrywa jedzenie. A kino japońskie mam wrażenie tym się trochę charakteryzuje - wiele opowieści skupia się wokół jedzenia, które bywa motywem przewodnim, jak na przykład w znanym Tampopo.Nie przypominam sobie żadnego filmu czy animacji, która widziałam, bez chociażby jednej sceny w japońskiej knajpce czy kuchni podczas pory posiłku, przygotowywania czy konsumowania. 



Shinya Shokudō (深夜食堂) to serial obyczajowy, którego akcja kręci się w głównej mierze wokół jedzenia i ludzi. Niepozorna mała knajpka, w której klient dostanie to, na co akurat ma ochotę. Jeśli tylko składniki są dostępne. Każdy gość to osobna historia związana z konkretnym daniem. Jedzenie często przywołuje wspomnienia - ulubiona potrwa czy smak przenosi nas np. do czasów dzieciństwa. Wydawać by się mogło, że omuraisu (omlet z ryżem) czy hamu-katsu (kotlety z szynki) są tylko przyczynkiem do snucia opowieści. Jednak same potrawy również grają główną rolę. W każdym odcinku dowiadujemy się, czym są i jak je przyrządzić. Mniej więcej. :)


Jak to często bywa z japońskimi produkcjami, najpierw była manga autorstwa Yarō Abe. Nie jestem miłośniczką, więc i tej nie przeczytałam, ale muszę przyznać, że kreska mnie zaintrygowała i być może kiedyś do niej sięgnę. Manga jest dostępna również online tutaj.



Opisywany przeze mnie sezon jest tak naprawdę czwartym z kolei i stworzonym przez Netflix. Wcześniejsze serie powstawały od 2009 roku i zyskały w Japonii ogromną popularność. Mam zamiar również je obejrzeć, bo z japońskim jedzeniem mam same tylko dobre wspomnienia. A za niektórymi smakami tęsknie niezmiennie. :)


Itadakimasu! :)

wtorek, 5 stycznia 2016

Hotaru no Hikari


Dawno już nie oglądałam żadnej j-dramy, a czasami lubię. Koleżanka T. poleciła mi Hotaru no Hikari twierdząc, że to super śmieszna historia kobiety, o której w Japonii mówi się himono-onna (干物女). Określenie to (w dosłownym znaczeniu to "dried fish woman") opisuje młode kobiety, które nie mają żadnego zainteresowania w związkach międzyludzkich, lubią przesiadywać w domu, całą pensję wydają na siebie, a w domu zmieniają swój office lady look na dresy, włosy związane w kok i puszkę piwa w ręce. 

W takim właśnie wydaniu poznajemy Amemiyę - młodą kobietę zatrudnioną w firmie projektującej wnętrza. Mieszka w wynajmowanym domu i wiedzie spokojne leniwe życie, kiedy z dnia na dzień jej świat zostaje przewrócony do góry nogami. A to za sprawą dwóch mężczyzn. Pierwszy, okazuje się być nie tylko synem właściciela domu, który postanowił wrócić na stare śmiecie, ale również jej szefem. A drugi, to przystojny projektant, który właśnie dołączył do firmy i zawrócił Amemiyi w głowie.

Nie będę zdradzać, jak potoczą się losy tej trójki. Napiszę tylko że jest zabawnie, a szczególnie sceny, gdy dochodzi do konfrontacji mieszkających pod jednym dachem bardzo powściągliwego i ułożonego Takano z emocjonalną i  nieprzewidywalną Amemiyą.

Poza dwoma sezonami Hotaru no Hikari mamy również do wyboru mangę oraz film fabularny, który opowiada dalsze części bohaterów - tym razem akcja dzieje się w Rzymie. Być może kiedyś obejrzę. A serial polecam już teraz. :)


niedziela, 29 stycznia 2012

FAKE Kyoto Bijutsu Jiken Emaki


Ostatnimi czasy pojawił się nowy typ bohatera. Inteligenty, czasami arogancki, kompletnie nie przystający do otoczenia, ale mający w sobie to coś, by wspomnieć tylko Dr. House'a czy współczesnego Sherlocka wykreowanego dla BBC. W Japonii mieliśmy już do czynienia z podobnym bohaterem w Shinzanmono. Tym razem główną postacią jest kobieta, czterdziestoletnia ekspertka w dziedzinie sztuki japońskiej Urasawa Yu.
W każdym odcinku pomaga policji rozwiązywać zagadki kryminalne wiążące się z japońskimi dziełami sztuki. FAKE Kyoto Bijutsu Jiken Emaki nie wciąga może aż tak bardzo jak Shinzanmono, ale na tyle wystarczająco, że z przyjemnością ogląda się każdy kolejny odcinek. Poza tym za każdym razem mamy do czynienia z pięknymi japońskimi przedmiotami i ich historią, co według mnie jest dużym plusem serialu.

Więcej na oficjalnej stronie. Polecam!

piątek, 15 lipca 2011

Shiroi Haru


Ostrzegam, że będzie smutno i ckliwie. Shiroi Haru, czyli Biała Wiosna, to poruszająca serce historia ojców z córką - biologicznego oraz zastępczego. Relacja, jak to zwykle w japońskich dramach bywa, jest bardzo skomplikowana, a z każdym odcinkiem odkrywane są nowe wątki opowieści. Mimo że dużo się dzieje, to jednak jest nieco tendencyjnie. Dramy jednak rządzą się swoimi regułami i albo się je lubi, albo nie. Ja lubię, a najbardziej te, w których gra Abe Hiroshi. Jak dla mnie, mógłby się nawet nie odzywać, tak wymowną ma twarz. :)


Nie zdradzę nic więcej, bo nie chcę psuć przyjemności z oglądania Shiroi Haru. Polecam obejrzeć ostatni odcinek do samego końca, samiutkiego końca. Ostatnia scena mnie urzekła i powaliła na kolana. Niemalże. ;)

sobota, 18 września 2010

Dragon Zakura

Kolejna j-dorama za mną. Znowu trafiło na szkolną poniekąd tematykę, ale osoba Abe Hiroshi w głównej roli przeważyła nad wyborem. :) W Dragon Zakura wszystko kręci się wokół specjalnie utworzonej klasy, której uczniowie postanowili dostać się na Tōdai. Tak, ten Tōdai, czyli Tōkyō Daigaku - Uniwersytet Tokijski. Trzeba dodać, że klasa ta powstała w najgorszej szkole, której uczniowie postrzegani są jako totalni głupole bez przyszłości. A wszystkim zawiaduje prawnik Kenji Sakuragi, który w czasach swej młodości należał do gangu. Potem jednak postanowił zmienić swoje życie, zdał piekielnie trudne, jak się uważa w Japonii, egzaminy na Tōdai, którego z całego serca nie cierpi. Wie jednak, że w społeczeństwie japońskim każdy, kto ukończył ten uniwersytet, jest kimś. Nawet jeżeli nic sobą nie reprezentuje...


Postanawia więc pokazać młodym ludziom, jak pokonać system. Stosując nietuzinkowe, ale jak się okazuje całkiem skuteczne, metody nauczania powoli pomaga uwierzyć uczniom, że są w stanie, mimo opinii innych, dostać się na Tōdai. I zmienić swoje życie. Nie zdradzę, jak potoczą się losy bohaterów serialu - warto przekonać się samemu. :)

piątek, 6 sierpnia 2010

Shinzanmono

Niedawno polecono mi j-doramę Shinzamono. Główna rola została powierzona Abe Hiroshi, o którym niedawno wspominałam. To już trzecia j-dorama, jaką miałam okazję obejrzeć z tym aktorem w roli głównej i muszę przyznać, że chyba stałam się fanką. :) Jak na razie role, w które Abe Hiroshi się wciela, są nietuzinkowe, bardzo dobrze zagrane i zapadające w pamięć. Mają też chyba w sobie coś z amerykańskiego House'a, ale takiego bardziej w japońskim stylu rzecz jasna. :)

Akcja serialu dzieje się w Tokio, w Ningyōchō - niedaleko Nihonbashi, gdzie sławny most został przykryty drogą szybkiego ruchu... Naprawdę dziwnie i smutno to wygląda w rzeczywistości.






Nazwa Ningyō składa się z dwóch znaków kanji oznaczających człowieka (人) oraz lakę (形). Tak określa się również tradycyjne ciasteczka sprzedawane właśnie w Ningyōchō, których bezskutecznie chce spróbować detektyw grany przez Abe Hiroshi. Shinzanmono jest bowiem j-doramą kryminalną. Mamy tajemniczą śmierć, wiele dziwnych zbiegów okoliczności i ludzi, którzy ciągle kłamią. Wszystko jednak łączy się w splot wydarzeń prowadzący do zaskakującego finału.



Serial jest także okazją do przyjrzenia się bliżej tradycyjnej stronie Japonii, która nawet w tak ogromnym molochu, jakim jest Tokio, ma się bardzo dobrze. Do obejrzenia między innymi tutaj. Polecam!

poniedziałek, 5 lipca 2010

Skandal

Kolejna j-drama za mną. :) Tym razem nie komedia, chociaż w Skandalu nie brakuje zabawnych momentów. To drama społeczno-obyczajowo-kryminalna. A wszystko rozgrywa się wokół pięciu przyjaciółek (jak się okazuje) i ich bliskich. Skandal wciąga już od pierwszego odcinka i trzyma w napięciu do samego końca. Postacie się świetnie skonstruowane, szczególnie cztery główne bohaterki szukające tej piątej. Ale nie będę zbyt wiele zdradzać - zobaczcie sami. :) Do obejrzenia między innymi tutaj. Polecam!

wtorek, 20 kwietnia 2010

GTO

Trafiłam na tę j-dramą szukając czegoś do obejrzenia. Ot tak sobie. :) Obejrzałam, mimo że niezbyt mi się podobało. Postacie są, jak dla mnie, strasznie irytujące. :) A ten Onizuka wcale nie jest kawaii. :)


Były szef gangu motocyklowego postanawia zostać najlepszym nauczycielem w Japonii. Założenie niezłe, sami przyznacie. :) Perypetie bohaterów są nico szokujące, bo mamy i enjo-kōsai, czyli płatne randki, i niedoszłe samobójstwo, ale rozwiązania bardzo przewidywalne i sztampowe.

Na początku, jak to zwykle bywa, była manga. Do poczytania tutaj. Potem anime, które można było oglądać także w Polsce. I na końcu serial. A nawet chyba nakręcono i film pełnometrażowy. I jeszcze polska strona na temat GTO. Finito. :)

czwartek, 1 października 2009

at-home-dad


Nowy miesiąc, nowa j-drama. :) Tym razem At-Home-Dad z Abe Hiroshim w roli tytułowej. Aktora mogliśmy już poznać w dramie Kekkon Dekinai Otoko. At-Home-Dad jest całkiem fajnym serialem. Bywa śmiesznie, ale też i nieco przesadnie-dramatycznie, co charakterystyczne dla większości j-dram. Są i akcenty europejskie - motyw przewodni ze znanej piosnki "Szła dzieweczka do laseczka..." oraz hipermarket francuskiej sieci Carrefour przewijający się niemal w każdym odcinku. :) Polecam!

sobota, 22 sierpnia 2009

facet nie-do-ożenienia

Trzecia już w moim dorobku oglądalności j-dorama, czyli Kekkon Dekinai Otoko.

Mnie się postawa, mimika i w ogóle całokształt kojarzy z hAmerykańskim doktorem zwanym House. Tylko że ten japoński "haus" jest architektem. Lubuje się w muzyce klasycznej i dobrze przygotowanych kawałkach mięcha. :)



Przy okazji moje małe odkrycie, czyli strona dramacrazy.net, gdzie można oglądać japońskie, chińskie i koreańskie dramy i nie tylko. Z napisami. :) Enjoy!

środa, 24 czerwca 2009

zettai kareshi

Moje drugie spotkanie z japońską dramą telewizyjną. Kawaii! :) Tym razem zamiast petto mamy... robotto. :) Czyli wymarzony, wymuskany chłopak-kochanek na życzenie. I jak to zwykle w j-doramach bywa, życie głównej bohaterki chotto się przez Naito (od angielskiego knight, a jak!) komplikuje...


Najpierw była, jak to zwykle bywa, manga. Do poczytania tutaj. Choć wersja filmowa wydaje się ciekawsza w odbiorze... :)

I jeszcze przewodnia piosenka, bo chwytliwa. :) I można poćwiczyć japoński, of kors.


Więcej o serialu i bohaterach na stronie Fuji-TV. Kawaiiiiiiiiiiiiiiiiii! ;)

czwartek, 22 stycznia 2009

kimi wa petto


W skrócie: niezależna kobieta przygarnia do siebie młodego tancerza i czyni go swym zwierzątkiem domowym, czyli kimi wa petto. :) Brzmi niedorzecznie, ale już fabuła pierwszego odcinka pokazuje nam, że to rzeczywiście TO. Historia zawiera w sobie i inne wątki, które przeplatają się ze sobą, więc jest i miłość, i kłopoty w pracy, i trudne decyzje etc. Jak to w j-drama bywa. :)

J-drama to japońskie seriale. I jak wszystko, co japońskie, mają swoją specyfikę, więc najlepiej obejrzeć niż starać się ją opisać. Kimi wa petto to moje pierwsze spotkanie z tego typu rodzajem medialnej wypowiedzi. :) Polecam stronę, na której wiele informacji o j-drama-tach.


Na razie serial ten traktuję jako ciekawostkę z kulturowego podwórka Japonii. Na razie wciąga - zobaczymy, jak będzie dalej. Chyba najciekawsze jest ukazanie relacji międzyludzkich, codziennych spraw, które czasami przez Japończyków są zupełnie inaczej odbierane i przeżywane. Można też spróbować poćwiczyć japoński. A przynajmniej się osłuchać. :)