poniedziałek, 4 marca 2013

Home Life in Tokyo


Monografia ówczesnego życia w Tokio - tak mogę opisać jednym zdaniem książkę Home Life in Tokyo. Autor postanowił przybliżyć swój kraj, jego zwyczaje i tradycje przez pryzmat życia codziennego w stolicy. Dostajemy więc bardzo szczegółowy opis miasta Tokio i jego mieszkańców z początku XX wieku.

"The stranger then (...) as he comes to Japan in search of the quaint and bizarre, he will perhaps be disappointed when he sees the countless overhead wires, the electric trams, omnibuses, and bicycles, European clothes of all shades and descriptions, and other encroachments of western cuvilisation, which he have hoped to elave behind him and which somewhat shock his artistic sense in their new surrondings."

Książka podzielona jest na rozdziały, w których autor szczegółowo opisuje między innymi strój męski, rozwody, japońskie domy i maniery. W tekście pojawia się wiele rysunków obrazujących dany temat. Mimo że większość zawartych w książce informacji jest już ogólnie znana, książka wciąga, bo przenosi nas na tokijskie ulice i do tokijskich domów w 1910 roku. Najbardziej zaskoczyły mnie fragmenty, w których autor opisuje problemy z przestępczością panującą w Tokio - a w szczególności z włamaniami do domów. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z takimi informacjami w tego typu książkach. A tu proszę - Japończyk z krwi i kości sam przyznaje, że i w Tokio (Japonii) takie rzeczy się zdarzają i traktuje je całkowicie normalnie, tzn. nie jak ewenement, ale jak coś, co jest częścią codzienności. Książkę polecam. :)




(Cyt. za: Jukichi Inouye, Home Life in Tokyo, London 1985, s. 23.)

środa, 27 lutego 2013

Moleskine City Notebook Tokyo&Kyoto


Notatniki Moleskine znane są na całym świecie, niemal obrosły juz legendą, ponieważ są nie tylko ładne, ale i bardzo praktyczne. Rodzajów tych notatników jest cała masa, mnie jednak najbardziej zainteresowała seria Moleskine City Notebook. Nie korzystam z biur podróży i zawsze, kiedy się gdzieś wybieram, mam swój własny notatnik pełen zapisków, co? gdzie? kiedy? i dlaczego?. :)

"For every traveller who has any taste of his own,
the only useful guidebook will be the one which himself has written."
 Adolus Huxley, Along the road. Notes and essays of a tourist

Udało mi się być w Japonii już kilka razy. Tokio jest niemal moim drugim domem (wiem, ze może to brzmiec co najmniej dziwnie), podobnie jak Kioto i to nie ze względu na czas spędzony w tych miastach, ale na fakt, że mam tam już utarte ścieżki, ulubione miejsca etc. Są jednak i takie, na które brakowało mi czasu i wciąż lądują w kolejnych zapisywanych notatnikach przed podróżą. Kiedy więc odkryłam Moleskine City Notebook, postanowiłam stworzyć swój własny przewodnik po tych miastach, tym bardziej, że nie trafiłam jeszcze na taki, który by mnie w pełni usatysfakcjonował. O czym już wielokrotnie pisałam, między innymi tutaj. :)

Oba Moleskiny są wersją kieszonkową o wymiarach 9x14cm, co mnie bardzo cieszy, bo nie będą zajmować zbyt wiele miejsca i obciążać bagażu. Każdy notatnik zawiera mapę miasta, zakładki, np. na ulubione miejsca, gdzie można zjeść, i kilka innych gadżetów. Jednego tylko żałuję, że nie ma do tej pory Moleskine Japan. Taki notatnik przydałby mi się najbardziej. :)

Bardziej szczegółowy opis dostępny jest na japońskiej stronie: Tokio i Kioto. Polecam!

niedziela, 24 lutego 2013

Takeshita

Dla wielu osób odwiedzających Tokio to miejsce must see. Takeshita-dōri (竹下通り), czyli ulica Takeshita, to jeden z głównych punktów programu. Ale czym właciwie jest ta Takeshita?


Wysiadając na stacji JR Harajuku nie kierujemy się na mostek, na którym w każdą niedzielę spotkać można japońskich przebierańców, ale przechodzimy prosto przez skrzyżowanie. Już po kilku metrach zobaczymy bramę na ulicę Takeshita.


To ulica tylko dla pieszych pełna sklepów, knajpek, modnych miejsc. Takeshita jest bardzo popularna wśród japońskiej młodzieży, przedstawicieli różnych subkultur i turystów. :) Przyjeżdża się tu, aby kupić ubrania, gadżety (często związane z idolami pop, którzy akurat są na topie), wstąpić do jednego z największych sklepów typu "za 100 jenów" sieci Daiso oraz aby zjeść naleśniki - to chyba najbardziej popularna tutaj przekąska. Warto zajrzeć również w boczne uliczki, gdzie mieści się wiele pracowni projektantów, sklepów modnych marek i ciekawych butików.



Ciekawym miejscem jest Boutique Takenoko istniejący od 1978 roku. Początkowo związany był z przedstawicielami tzw. Takenko-zoku (竹の子族), czyli "bambusowego plemienia", zajmującego się w głównej mierze tańcem. W latach '70 i '80 XX wieku to właśnie członkowie Takenonko-zoku zaopatrywali się w ubrania w tym butiku. Do dziś można tu znaleźć bardzo fantazyjne stroje - ciężko je uwiecznić na zdjęciu, bo obsługa bardzo pilnuje, aby tego nie robić.


Na Takeshita zwykle jest bardzo tłoczno, a żeby odwiedzić liczne sklepy kuszące feerią barw i najrozmaitszym asortyment trzeba mieć dużo czasu. To fajne miejsce na popołudniowy wypad.

wtorek, 19 lutego 2013

słowa #6

"I like being a foreigner. It’s so rewarding not to have to belong to things, not being allowed to belong to things. It’s really free. When I was taking things for granted back in Ohio, it never occurred to me that I could lead a life in which I set my own obligations and decide how I want to comport myself. Because if you never leave your native culture, you’re forever bound by it, without ever realizing it. If you ask a person in Ohio or Japan about their own culture, it’s like asking a fish about water. What can they say? When you come over here, or anyplace, and you get your eyes opened, you can never get them shut again. (...) Imagine the freedom of looking at something and not knowing if it was edible or not. My first view of wagashi, Japanese sweets. Or not knowing if it were a shoe or a tool. My first view of a geta. And imagine seeing things you know (A saw, for example) that worked backwards. Everything was fresh, lying there, ready to be picked up and explored."
Donald Richie


(Cyt. za: Anet  Pocorobba, "Freedom within Bounds", [w:] Kyoto Journal, nr 76/2013; link do wywiadu)

sobota, 16 lutego 2013

Jelenie


W sumie nie wiem, czemu na jelenie występujące w Japonii, zwykło się mówić daniele. Z tego, co wyczytuję w sieci to jelenie wschodnie, zwane także shika (鹿), czyli Cervus nippon. Jak zwał, tak zwał, w każdym razie jelenie są i dzięki turystom, ale nie tylko, mają się całkiem dobrze.


Od wieków jelenie trzymano na terenach świątynnych. Są uznawane za święte zwierzęta i boskich posłańców, dlatego otacza się je szacunkiem. W miejscach turystycznych stanowią niemałą atrakcję. Można je zaczepiać i głaskać do woli (chociaż oficjalnie nie wolno, ale wiadomo, że nie na wszystkich zakazy działają...), karmić specjalnymi krakersami (shika-senbei 鹿煎餅) do kupienia w wielu miejscach, gdzie spotkać można jelenie (nie wolno karmić jeleni czymś innym, ale jak wiadomo...) i robić im zdjęcia. Czasami zachowanie jeleni bywa bardzo natarczywe i męczące. Wszędzie porozwieszane są tabliczki/plakaty etc. z ostrzeżeniami - osobiście nie miałam żadnych przykrych sytuacji, no może poza stratą mapki na Miyajimie, która została dosłownie wyciagnięta niepostrzeżenie z kieszeni i pożarta. :) Faktem jest jednak, że, jeśli tylko mamy w rękach krakersy, zostaniemy uznani za cel, który trzeba zdobyć. Nie warto uciekać. :) Pewnie niektórych denerwują te panoszące sie wszędzie jelenie, ale są tak urocze i piękne, że nie sposób się na nie gniewać.



Nam udało się stanąć oko w oko z jeleniami na wspomnianej juz Miyajimie oraz w Narze.


Ponoć jelenie zamieszkują Miyajimę już od ponad sześciu tysięcy lat. Szwędają się po całej wyspie ku uciesze turystów. Obecnie jednak zwierzęta te (podobno małpy również), nie mają łatwego życia. Dawniej umożliwiano ich karmienie, ale od kilku lat (z powodu skarg mieszkańców) nie można już na wyspie kupić specjalnych krakersów. Władze chciały, aby jelenie żywiły się same, jednak na Miyajimie brakuje miejsc, gdzie mogłyby się paść. Organizowane są nawet międzynarodowe akcje (mniej więcej od 2008 roku), aby pomóc głodującym zwierzętom, a japońscy wolontariusze nadal dokarmiają jelenie i walczą o zniesienie zakazu oraz przywróćenie sprzedaży krakersów (ich strona tutaj).*




Jelenie w Narze żyją spokojniej i na pewno nie chodzą głodne, a jest ich ok. 1200. Nazywa się je tutaj "kłaniajacymi się jeleniami", ponieważ często zniżają łeb zanim się je nakarmi. Ponadto są uznawane za Pominiki Przyrody - dawniej za zabicie jelenia w Narze karano nawet śmiercią. Można je spotkać na terenie Parku Nara, a także na terenach świątyń. Co kilka kroków stoją budki z krakersami dla jeleni - niektóre są samoobłsugowe, tzn. bierzemy krakersy, a odpowiednią sumę pieniędzy (zwykle 150 jenów) wrzucamy do skrzyneczki obok. :)



 * Gdy byliśmy na Miyajimie w 2008 roku jelenie wyglądały dobrze, nieco apatycznie (pewnie także z powodu upału), i było ich sporo, ale zakaz dokarmiania dopiero wszedł w życie. Dziwne i smutne, że jelenie, symbole Miyajimy, są traktowane w tak obojętny sposób przez mieszkańców wyspy...