środa, 19 stycznia 2011

Saint Oniisan

Nie przepadam za mangami. Fakt, nie miałam styczności z wieloma tytułami, ale niewiele z nich mnie zainteresowało. Tym razem jest inaczej. Przeglądając nowo odkrytego bloga Japan: Life and Religion natknęłam się na posta o komiksie Saint Oniisan. W skrócie - Jezus i Budda na ziemskich wakacjach. :) I mimo że brzmi to dość absurdalnie, dla mnie czytanie Saint Oniisan jest niezłą zabawą. Szczególnie, że obaj Panowie odpoczywają w Japonii. Do poczytania między innymi tutaj. Polecam!

sobota, 15 stycznia 2011

too real to be true

Przeglądając wirtualnie Metropolis Magazine kolejny raz natrafiłam na coś intrygującego. Nie znam się za bardzo na sztuce, nie będę więc rzucać terminami, napiszę tylko, że prace artystów, które można oglądać w japońskim Hoki Museum zachwyciły mnie przeokropnie. ;)


Otwarte kilka miesięcy temu zdobywa coraz szersze grono wielbicieli. Na pierwszy rzut oka zdaje nam się, że patrzymy na fotografie. Jednak okazuje się, że jesteśmy w błędzie. Tematyka obrazów jest, chciałoby się powiedzieć, zwyczajna - postacie, krajobrazy czy kwiaty. Nie ona jednak zachwyca, ale realistyczne przedstawienie i precyzja wykonania. Dopracowanie szczegółów, które dają złudzenie fotografii, a czasami nawet czegoś jeszcze bardziej namacalnego. Jednym z artystów, którego prace szczególnie mnie ujęły, jest Osamu Obi. Polecam zapoznać się z jego stroną, na której oprócz galerii obrazów znajdziemy i opis procesu twórczego.

wtorek, 11 stycznia 2011

NeverLetMeGo

Pamiętam, jak zachwyciła mnie ta książka. Przeczytałam ją dosłownie jednym tchem. I piszę tu o niej, mimo że w treści nie znajdzie się chyba ani jedno odniesienie do Japonii. Jednak Kazuo Ishiguro pochodzi z Kraju Kwitnącej Wiśni, więc pretekst jest. :)


Nie napiszę praktycznie nic o fabule książki, gdyż to zepsułoby całą przyjemność z jej czytania i odkrywania. Temat jest trudny i poruszający, ale tym samym niezwykle ciekawy. Rodzi w głowie pytania, które zadaje i sam autor. Opisy książki brzmią zwykle trywialnie, ale być może jest to zabieg celowy, aby nie zdradzać zbyt wiele. Oto, co czytamy na okładce:

"Kathy, Ruth i Tommy uczą się w elitarnej szkole z internatem - idyllicznym miejscu w sercu angielskiej prowincji. Nauczyciele kładą nacisk na twórczość artystyczną i wszelkiego rodzaju kreatywność. Tym, co odróżnia tę szkołę od innych jest fakt, że żaden z uczniów nie wyjeżdża na ferie do rodziny. Życie w Hailsham toczy się pozornie normalnym trybem: nawiązują się młodzieńcze przyjaźnie, pierwsze miłości i kontakty seksualne, dochodzi do konfliktów między uczniami i nauczycielami. Stopniowo, w wyniku przypadkowych napomknień i aluzji, odsłania sie ponura, zarazem przerażająca tajemnica... Czy miłość, która połączy Kathy i Tommy'ego wystarczy, by odmienić los, który od początku był im pisany?"

Drugim pretekstem do pisania o tej książce jest premiera filmu na podstawie powieści. Straszniem go ciekawa. :)



Więcej o filmie tutaj. Polska premiera już w marcu! :)

niedziela, 9 stycznia 2011

jika tabi

Ostatnio zgłębiam nieco temat japońskich pielgrzymów i pielgrzymowania w ogóle. Tradycja ta sięga wieków wstecz, a pielgrzymowanie było nawet swoistą rozrywką zamożnych i prominentnych mieszkańców Japonii, którzy starali się odwiedzić jak najwięcej świętych miejsc. Jednym z najbardziej znanych tras jest Szlak 88 Świątyń na Shikoku. Moje kolejne marzenie podróżnicze...


Łatwo w Japonii zorientować się, kto jest akurat pielgrzymem. :) I tutaj bowiem obowiązuje pewien uniform - nie można na pielgrzymkę wybrać się ot tak po prostu w sportowych butach i dresie. :) Wszystko, co potrzebne każdemu pielgrzymowi, można znaleźć na przykład w tym sklepie internetowym. Biały strój, charakterystyczny kapelusz, laska, amulety oraz, co chyba najważniejsze, wygodne buty. Cały ten wstęp po to, aby przedstawić buty dla pielgrzymów, ale jak się zaraz okaże nie tylko, japońskiej marki LaFeet.


Punktem wyjścia są tradycyjnie skrojone japońskie skarpetki tabi. Kolejnym etapem są jika-tabi, czyli coś pomiędzy skarpetkami a butami, które nadają się do chodzenia na zewnątrz i są używane między innymi przez rykszarzy. Buty LaFeet jednak przypominają bardziej sportowe obuwie i dostępne są w kilku wzorach, nawet do golfa czy parkour. :)


Okazuje się, że wzorów (i marek) jest więcej. Na stronie firmy Japonista można sobie pooglądać i kupić. :) Już mniej sportowe, ale zachwycające, są na przykład Geisha Pop Jika Tabi. :) Inne modele do obejrzenia między innymi w galerii. Sama strona wygląda ciekawie, więc polecam. Buciki też. :)


(Zdjęcie pielgrzyma ze strony: http://shikokuhenro.10-yen.net.)

sobota, 8 stycznia 2011

Yukimi


Jeżeli komuś mało jeszcze Japonii na dziś, to Wrocławski Klub Formaty (podobnie jak w roku ubiegłym) zaprasza na wieczorek japoński. Program dostępny na stronie Klubu. Irasshaimase!