
Pewnie to przez te wszystkie perwersyjne rozrywki mizu shōbai oraz love hotele. :) No i są jeszcze przybytki zwane Condomania. Chyba nie ma potrzeby tłumaczyć...
Seksualność i podejście do ciała oraz nagości różni się nieco od podejścia Zachodniego świata. Zachęcam zapoznać się z lekturami na ten temat. Mimo wszystko określenie "seksowny" jakoś mi nie do końca do Tokio pasuje.
Tekst w TRAVELER-ze napisany jest przez panią Dorotę Hałasę, więc polecam. Tak jak i jej książkę Życie codzienne w Tokio.

Także miesięcznik PODRÓŻE nawiązuje do Kraju Kwitnącej Wiśni pisząc o hanami, czyli o "oglądaniu kwiatów". W domyśle chodzi rzecz jasna o sakurę, czyli wiśnię.

Japończycy mają fioła na punkcie hanami. Jakkolwiek by to nie brzmiało, nie da się tego inaczej określić. Rok rocznie telewizja, gazety i inne media przedstawiają prognozy kwitnienia, aby można było zaplanować oglądanie co do dnia i niemal godziny. Polecam zeszłoroczny artykuł w Metropolis Magazine.
Jak już kiedyś wspominałam, hanami w Japonii to moje niespełnione wciąż marzenie podróżnicze. Nie wiem, czy Dorotas pamięta o polish hanami pod małymi wiśniami. :) Może TA majówka?





