poniedziałek, 12 kwietnia 2010

let's read!

W najnowszym wydaniu TRAVELER-a ponownie coś o Japonii, a tak konkretniej to o Tokio. I to w cyklu "Najseksowniejszych miejsc na świecie". (sic!)


Pewnie to przez te wszystkie perwersyjne rozrywki mizu shōbai oraz love hotele. :) No i są jeszcze przybytki zwane Condomania. Chyba nie ma potrzeby tłumaczyć...


Seksualność i podejście do ciała oraz nagości różni się nieco od podejścia Zachodniego świata. Zachęcam zapoznać się z lekturami na ten temat. Mimo wszystko określenie "seksowny" jakoś mi nie do końca do Tokio pasuje.


Tekst w TRAVELER-ze napisany jest przez panią Dorotę Hałasę, więc polecam. Tak jak i jej książkę Życie codzienne w Tokio.


Także miesięcznik PODRÓŻE nawiązuje do Kraju Kwitnącej Wiśni pisząc o hanami, czyli o "oglądaniu kwiatów". W domyśle chodzi rzecz jasna o sakurę, czyli wiśnię.


Japończycy mają fioła na punkcie hanami. Jakkolwiek by to nie brzmiało, nie da się tego inaczej określić. Rok rocznie telewizja, gazety i inne media przedstawiają prognozy kwitnienia, aby można było zaplanować oglądanie co do dnia i niemal godziny. Polecam zeszłoroczny artykuł w Metropolis Magazine.


Jak już kiedyś wspominałam, hanami w Japonii to moje niespełnione wciąż marzenie podróżnicze. Nie wiem, czy Dorotas pamięta o polish hanami pod małymi wiśniami. :) Może TA majówka?

piątek, 9 kwietnia 2010

w pogoni za dalekim głosem

Spójrz na mnie proszę
to ja, równie samotny
- schyłek jesieni


To haiku jest niejako motywem książki W pogoni za dalekim głosem. Przeczytałam jednym tchem, bo czyta się świetnie i szybko. Historia wciąga. Pełna jest nieodmówień, oczekiwania i lekkiej grozy, a już na pewno odrobiny niepokoju. Więcej zdradzać nie będę, bo nie chcę zniechęcić swoją umiejętnością nie-opowiadania historii. :)


Ale jeszcze cytat taki, bo nie mogłam sobie odmówić kolejnego spojrzenia na świat widziany przez pryzmat my-Japończycy kontra oni, czyli reszta świata:

"W takim razie to sprawka tego Banglijczyka. Na pewno wypowiedział jakieś zaklęcie. Ci cudzoziemcy! Nawet nie wiemy, co oni potrafią. Hindusi podobno umieją lewitować. Gdybyśmy pozwolili im mieszkać w Japonii, musielibyśmy zaakceptować ich zwyczaje i całkiem inne, nieznane życie. Na wszystko musielibyśmy się zgodzić. Nie wiem, czy jesteśmy na to gotowi."

Z prozą Taichi Yamady spotkałam się już wcześniej przy okazji przeczytania książki Obcy. Obie lektury są bardzo japońskie w swej japońskości. Mnie czytało się przyjemnie, więc polecam! :)


(Cyt. za: Taichi Yamada, W pogoni za dalekim głosem, Warszawa 2008, s. 43.)

wtorek, 6 kwietnia 2010

Nippon Connection 2010


Już po raz dziesiąty mamy okazję zapoznać się z kinem, ale nie tylko, z Japonii. I to tuż za miedzą, bo we Frankfurcie. :) Nippon Connection to wydarzenie, na które w tym roku znowu nie uda mi się wybrać. :/ A zapowiada się ciekawie. Tegoroczny program tutaj. Pozazdrościć tym, którzy się wybiorą. :)

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

so, what the heck is that?


The Japan Times ma ciekawą kolumnę prowadzoną przez Alice Gordenker So, what the heck is that?. Dostaje ona listy od ludzi, którzy chcą wyjaśnić pewne japońskie dziwactwa (?), znaleźć odpowiedź na pytania o rzeczy, które gdzieś udało im się wypatrzeć, a nie mają pojęcia, o co chodzi. Odpowiedzi są bardzo rzeczowe. Można się dowiedzieć niemal wszystkiego na dany temat. A tych jest wiele i są bardzo zróżnicowane - od moich ulubionych manholi i nie-do-płukania ryż (musenmai), po pamiątkowe "złote kupki" i kolorowe kule na złodziei. :) Polecam!

sobota, 3 kwietnia 2010

it's a dog's world

Wiadomo nie od dziś, że straszna ze mnie miłośniczka psów wszelakich, bokserów jednak w szczególności. :) Ostatnio temat posiadania psa jest jakby żywszy. Dziś natrafiłam na świetny artykuł w DF o animal pastorze. Zachwyconam. I podziwiam skrycie.


Równocześnie trafiłam w sieci na wiadomość o rosnącej liczbie porzucanych psów w Japonii. Jeżeli chodzi o pieski temat w Japonii wyglądał on zawsze dość specyficznie. Wciąż niektórzy sądzą, że w Japonii jedzenie psów jest na porządku dziennym... Będąc tam natrafiałam tylko na same pozytywne aspekty dotyczące posiadania psa w Japonii. Oczywiście, kolejna moda została podkręcona do maksimum - fryzjerzy dla psów, sklepy z ubrankami, wożenie piesków w wózkach. Przykłady można by mnożyć. Ale zawsze wszelkie te dziwactwa były niejako podyktowane miłością właścicieli do czworonogów. Przynajmniej po części. Okazuje się jednak, że kolejna moda w Japonii zaczyna przemijać, a psa nie da się wyrzucić jak sukienki z poprzedniego sezonu. Niechciane psiaki trafiają więc do schronisk, gdzie na znalezienie nowego domu mają jedynie tydzień. Po tym czasie trafiają do Psiego Nieba. Czy wygląda ono tak, jak specjalne psie pokoje w ryokanie Kikunoya niedaleko jeziora Biwa w Japonii?


W Japonii stawia się pomniki psom (i nie mam na myśli tutaj jedynie Hachiko), gloryfikuje się ich bohaterskie dokonania. Psi biznes rozwinięty jest na niewyobrażalnym poziomie.




Japonia to kraj wielu sprzeczności. Niestety, psiaków dotyczy jedna z nich. Shoganai.